Mieszkając jeszcze kiedyś u babci, często przesiadywałam na parapecie okna i obserwowałam wszystko wokół. Ptaki, które siadały na drzewach w ogrodzie dziadka, zmieniające się rośliny i przepiękne kwiaty,
o które z taką przeogromną pasją dbał dziadek. Patrzyłam na ludzi, którzy przechodzili ulicą, spiesząc się do jedynego na wiosce sklepiku spożywczego cioci.
o które z taką przeogromną pasją dbał dziadek. Patrzyłam na ludzi, którzy przechodzili ulicą, spiesząc się do jedynego na wiosce sklepiku spożywczego cioci.
Wyprowadziłam się stamtąd kilkanaście lat temu, ale to z tą wioską związane jest moje dzieciństwo, wspomnienia tak wspaniałe. Wspomnienia tych lat kilku, które spędziłam ganiając z chłopakami po polach, wchodząc na drzewa (czasem spadając z nich), budując bazę w pewnym zagajniku czy grając w piłkę.
A teraz? Teraz dziadkowy ogródek zarósł, zostało ledwie kilka różanych krzaczków, czasem na wiosnę zakwitną tulipany i inne drobne kwiatuszki. Odkąd dziadek odszedł nie ma już tych pięknych różnokolorowych gladioli, lwich paszczek czy brudzinosków (lilii). Przeminęło to... Babcia już nie zajmuje się ogrodem, nie ma już na to sił...Będąc tam co roku na wakacje widziałam to jak ten ogród, który był najpiękniejszy w całej wsi podupada...
Tak samo jest z ludźmi, z którymi spędziłam dzieciństwo. Ciągle słyszę, że ten już ma dziecko, inny ma konflikty z prawem, jeszcze inny popełnił samobójstwo. Policja jest tam codziennie, bo cały czas są jakieś burdy... Z radosnych dzieciaków, zmienili się w poważnych dorosłych, którzy nie do końca radzą sobie
z problemami. Przykre, ale prawdziwe.
Nie jesteśmy nieśmiertelni, przemijamy, szybciej lub wolniej, jak ogród, jak nasze dzieciństwo. Nie da się tego zatrzymać. Czas rządzi się swoimi prawami.
Nieśmiertelny nie okazał się też mój kuzyn, choć całe życie tak myślał. Żył na krawędzi i brał co mógł, co dawało mu życie. Wesoły, uczynny chłopak, choć też nieco zagubiony. Igrał często ze śmiercią. Oszukiwał ją, do czasu. W zderzeniu czołowym z tirem nie miał szans. Pogrzeb był w sobotę, w dzień Ojca wujek musiał pochować swojego syna, ciocia swojego pierworodnego, bracia starszego brata, a narzeczona ukochanego. 24 lata to nie wiek, żeby umierać. Ba, nawet się o tym nie myśli. Może to nasz błąd? Może trzeba czasem pomyśleć "tak, umrę pewnego dnia i może powinienem lepiej wykorzystać każdy dzień?".
Nie wiem, czemu tu to piszę, może potrzebuję uzewnętrznić to, co czuję. Może jest jakiś inny powód. Nie wiem. Wiem jedno, że nie możemy zapominać o tym, że któregoś pięknego dnia nasza świeczka zgaśnie. Wykorzystajmy ten czas, który mamy. Powiedzmy bliskim, że ich kochamy, że są dla nas ważni. Być może to ostatnia okazja do tego?
M., kuzynie, wspólniku zabaw dziecięcych - niech ziemia Ci lekką będzie...
M., kuzynie, wspólniku zabaw dziecięcych - niech ziemia Ci lekką będzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz